Mexico, here I come!

W ostatnich latach Karaiby zdecydowanie straciły na popularności na korzyść Tajlandii czy Wietnamu. Powodem tej zmiany są oczywiście ceny. Wakacje w Meksyku czy na Dominikanie niestety są obecnie po prostu drogie. Kilka lat temu natomiast udało mi się spędzić ponad dwa tygodnie na Jukatanie za kwotę, która dzisiaj nie starczyłaby prawdopodobnie  nawet na tygodniowe wczasy. Ktoś powiedział mi wiele lat temu, że wakacje w Meksyku mają jeden minus, a mianowicie, że potem nie jesteśmy już zbytnio zainteresowani wyjazdami w inne miejsca, tylko ciągle marzymy o powrocie w to jedno – i przyznaję – coś w tym jest ;-).

W Meksyku wylądowaliśmy po 14 – godzinnym locie z Monachium (kilka lat temu nie było jeszcze bezpośrednich lotów z Warszawy) na lotnisku w Cancun. Stamtąd przetransportowano nas autobusem do Playa del Carmen, gdzie mieliśmy bazę wypadową.

Samo Cancun jest ulubionym miejscem amerykańskich i kanadyjskich studentów, którzy często spędzają tam „Spring Break”. Jest to miasto pełne hoteli – wieżowców i przypomina amerykańskie miasta np.  na Florydzie. Pełno tam typowo amerykańskich restauracji np. „Apple Bee’s” czy „Outback Steakhouse” oraz kawiarni i klubów nocnych. Jeżeli więc chcecie popróbować Tequilli na sto sposobów, potańczyć i zjeść steka – jest to idealne miejsce dla Was. Jeżeli natomiast szukacie ciszy, spokoju i rajskich plaż, to musicie jechać dalej, np. do Playa del Carmen.

Po 14-godzinnej podróży samolotem mieliśmy niezły jet-lag, ale kiedy doszliśmy do siebie zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu, żeby na własną rękę zobaczyć kilka innych pięknych miejsc, o których chciałabym Wam kilka słów napisać, bo są naprawdę zjawiskowe.

XCARET

Zwiedzanie zaczęliśmy od Xcaret. Jest to park/resort położony około 15 minut jazdy samochodem od Palya del Carmen. Pełno tam przeróżnych atrakcji, tj. nurkowanie w podziemnej rzece, pływanie z delfinami, liczne pokazy i piękne widoki. Można tam spędzić kilka godzin, ale można tez przenocować w obrębie parku i zostać na dłużej.

Tulum

Nastepnie wybraliśmy się do Tulum, gdzie znajdują się ruiny prekolumbijskiego miasta Majów, położone na klifie Morza Karaibskiego, przy jednej z najpiękniejszych plaż na ziemi. Jest to zdecydowanie „must – see”, jeżeli jesteście na Jukatanie.

Chichen Itza

Jadąc dalej dotarliśmy do Chichen Itza, prekolumbijskiego miasta Majów, widniejącego na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ruiny, budowle oraz ta najsłynniejsza chyba piramida Kukulkana zapierają dech w piersiach. Jest to zdecydowanie jedno z takich miejsc na ziemi, gdzie możemy poczuć się naprawdę malutcy. Muszę tu wspomnieć natomiast, że byliśmy tam początkiem maja (czyli jeszcze przed sezonem), a już było bardzo gorąco. Nie wyobrażam sobie pobytu tam w czerwcu czy lipcu.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na jednym z meksykańskich cmentarzy, ponieważ stanowią one niecodzienny widok.  Jak widzicie na zdjęciach poniżej, każdy grób posiada własny, wyjątkowy styl i zaprojektowany jest tak, aby odzwierciedlać charakter i upodobania osoby, która w nim spoczywa.

Isla Muheres

Będąc w Palya del Carmen wykupiliśmy wycieczkę katamaranem na Isla Muheres, czyli meksykańską wyspę kobiet. Wysepka jest niewielka, mierzy 8 km długości i 800 metrów szerokości. Jest to znakomite miejsce do nurkowania w krystalicznie czystych, turkusowych wodach. Wyspa jest też słynna z powodu gigantycznych żółwi morskich, które składają jaja na tutejszych plażach. 

We wszystkich choć trochę turystycznych miejscowościach porozumiemy się po angielsku. W tych nieturystycznych, raczej nie ;-), dlatego warto jest znać kilka słów po hiszpańsku.

aniadryjak_linia

ZOBACZ TEŻ:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *